AKTUALNOŚCI
W samo okienko (108) - Gregario 03.04.2020r.
Dziecko ma głowę wypełnioną marzeniami, ciekawością otaczającego świata przeplataną z niewinną jak wiatr naiwnością, wręcz wylewającą się ze skarbonki niewiedzy. Potem ta naiwność zderza się z rzeczywistością jak Titanic z zabłąkaną górą lodową i pewien porządek idzie na dno, zdarza się, że w akompaniamencie łez, wtulając szloch w poduszkę.

Kiedyś sądziłem, że mistrzostwa świata czy Europy w piłce nożnej są świętem, gdzie liczy się tylko futbolówka i radość z gry, euforia z wygrywania w takim pierwotnym, niemal filantropijnym znaczeniu. Oczywiście z wiekiem, gdy przybywało i centymetrów we wzroście, i wiosen na karku, czy potem już tylko siwych włosów, szydło wychodziło z worka, a dokładnie rzec określając: kasa wyskakiwała z worka. Szmal. Forsa. Mamona. Niczym królowa na balu życia rościła sobie tytuł, że jest najważniejsza.

Pamiętam jak nie dowierzałem przy okazji organizacji EURO2012 w Polsce i na Ukrainie, że UEFA zaprzęga kraje do wybulenia miliardów na budowę lub renowację infrastruktury stadionowej, nie wykłada niemal centa na te gigantyczne czasami projekty, po czym kasuje niebotyczne kwoty, ściąga od organizatorów haracz za to, że ich piłkarskie przedstawienie zostało odstawione. A że The Show Must Go On - jak śpiewa legendarny Queen - trupa cyrkowa zwija manele, kolorowe banery i jedzie dalej, zostawiając "trupy w szafie". Przecież za te zbudowane areny ktoś będzie musiał dalej płacić. I to nie UEFA.

To że na tym świecie tylko słońce wstaje za darmo, wie już każde dziecko.

Obserwując wyścigi kolarskie z lotu ptaka, dzięki telewizyjnym kamerom, widzimy wielokolorowy peleton, niczym barwny wąż, wijący się ulicami zabytkowych miasteczek, przeciskający się między malowniczymi krajobrazami. Sielanka, można by skwitować. Ktoś tam rzuci się do ucieczki, by rozerwać i peleton i publikę, by pokazać się w transmisjach telewizyjnych i zaistnieć na ekranie. Zakłady w stylu: "uda im się dojechać do mety?", czy też "dogonią ich na bank!", niczym iskry rozpalają głowy kibiców i idą w ruch.

Tymczasem wewnątrz tego peletonu, w środku poszczególnych ekip walka wrze, praca w głowach i w nogach idzie pełną parą, lokomotywa rozgrzana niewidzialnym paliwem przyspiesza z każdym rozgrywanym etapem. Morderczy wyścig.

Lektura o właśnie takim tytule: "Morderczy wyścig" jest godna polecenia na ten ciężki okres pozostania w domu, gdzie czujemy się jak wkręceni bohaterowie powieści lub filmy science-fiction. Ten thriller wciąga niezauważenie niczym łańcuch końcówki spodni.

Meksykański autor zbierał materiał do tej powieści przez blisko dwa lata, krążąc wokół kultowego Tour de France, gdzie odkrywał i notował wszelkie aspekty tego, co dzieje się naprawdę wewnątrz tej machiny, pędu po końcowy triumf na Polach Elizejskich w popularnej Wielkiej Pętli, jak określa się kolarski wyścig dookoła Francji.

Lub tego, co mogłoby się wydarzyć, gdy parcie na sukces przypomina szaleńczą jazdę bez trzymanki i bez hamulców, gdzie i trup musi paść.

Emocjonująca opowieść przypomina zapiski dziennikarza bardziej niż kryminalną fikcję z dreszczykiem. To naprawdę mogło lub może się wydarzyć, a główna postać Marca Moreau - najlepszego kolarza, najwartościowszego gregario w jednej z drużyn - odmalowuje w różnych odcieniach radość, ból i poświęcenie jednostki dla grupy. To ciągłe balansowanie pomiędzy posłusznym podporządkowaniu się celom zespołu, a utraceniem indywidualnej sławy, jest pasjonującym studium psychologicznym, przeciąganiem liny na krawędzi dnia.

Gregario... Wzbogacenie znaczenia niektórych słów, jak i poznanie wielu sztuczek, jak choćby ta o używanych rowerach gwiazd. Zachęcam do tej książki i nie tylko fanów bicykli. Warto.

Jorge Zapeda Patterson - "Morderczy wyścig", Wydawnictwo Sonia Draga.

(© arek.lewenko@interia.pl)



::  Copyright © 2003-2021 MKS Debrzno  ::  Web design by Robert Białek  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone  ::