AKTUALNOŚCI
RETRO MKS, czyli to było grane 25, 20, 15, 10 i 5 lat temu... (odcinek I)19.04.2020r.
Tematyczne kanały telewizyjne od jakiegoś czasu prześcigają się w przypominaniu starych transmisji w wielu dyscyplinach sportu, dzięki czemu możemy jeszcze raz obejrzeć mnóstwo ciekawych fragmentów z ważnych wydarzeń sprzed lat. To w dobie koronawirusa pozwala nie tylko wypełnić ramówkę wobec braku bieżących, świeżych emocji, ale i zaznajomić również młodsze pokolenie kibiców z tym, jak to wyglądało w przeszłości. My wprawdzie nie jesteśmy telewizją, ale mając na względzie potrzeby sympatyków futbolu w mieście nad Debrzynką w sytuacji, gdy mamy przedłużającą się przymusową pauzę, w cyklu cotygodniowych artykułów nawiążemy do niegdysiejszych piłkarskich spotkań ekipy seniorów czerwono-niebieskich. Dopóki nasza codzienność nie wróci do wytęsknionej już przez wszystkich normy, będziemy regularnie cofać się do tego, co zajmowało nasze serca i umysły 25, 20, 15, 10 i 5 lat wcześniej...

12 kwietnia 1995 r. MKS- Sława/Gryf Sławno 2:3 (0:0, 1:1) po dogrywce; (Puchar Polski)

Zaangażowani w tamtym sezonie w ostrą walkę z Czarnymi Czarne, której stawką było wydostanie się z klasy A, piłkarze z Debrzna świetnie radzili sobie w rozgrywkach pucharowych. Wyeliminowali Kosmos Człuchów (3:1, kto dziś pamięta, że istniał taki klub?), Krzemień Krzemieniewo (2:0) oraz po rzutach karnych 4:3 (po dogrywce było 2:2) Brdę Przechlewo, a w kolejnej rundzie podejmowali czołową ekipę okręgówki ze Sławna, wtedy występującą pod nieco dziwnym z dzisiejszej perspektywy szyldem Sława/Gryf. To efekt krótkotrwałej fuzji ze słupszczanami, a należałoby dla pełnej wiedzy dodać, iż ówczesny przeciwnik emkaesiaków obecnie występuje (i to od czasu reformy administracyjnej z 1999 roku) w okręgu zachodniopomorskim. Kibice szczególnie lubili Puchar Polski i udowodnili to w tamtym spotkaniu. MKS mógł liczyć na mocny doping fanatyków zgromadzonych na słynnej "górce". Sympatycy futbolu najpierw zebrali się w umówionym miejscu na terenie miasta i w pokaźnej grupie ze śpiewem na ustach przemaszerowali na stadion, a potem nieustannie przez dwie godziny głośno wspierali swoich ulubieńców. Na boisku aż do 81. minuty utrzymywał się bezbramkowy remis. Kiedy przyjezdni objęli wtedy prowadzenie, tylko na chwilę zgromadzeni na obiekcie zwątpili, bo w 85 min. na 1:1 trafił po świetnej akcji Arkadiusz Lewenko. W dogrywce ponownie goście pokonali Adama Kowalczyka, jednak Eugeniusz Twaróg tuż przed zakończeniem I części dodatkowego czasu, w 104 min. zdobył drugiego gola i kwestia awansu znowu była otwarta. W 114 min Sława zadała jednak decydujący cios i mimo naporu gospodarzy (m.in. słusznie nieuznany gol dla MKS-u strzelony po spalonym) to rywale wyjeżdżali z Grodu Dzika usatysfakcjonowani. Nam pozostały miłe wspomnienia po bardzo udanej pucharowej przygodzie...

22 kwietnia 2000 r. Rowokół Smołdzino- MKS 3:0 (1:0); (klasa okręgowa)

W pierwszym sezonie po powrocie na ziemię słupską po czteroletnim udziale w zmaganiach w okręgu pilskim debrznianie spisywali się w lidze bardzo solidnie, ale akurat wiosną, gdy wprawdzie zaczęli od wygranej z aspirującym do awansu Chrobrym Charbrowo 2:1, złapali nielichą zadyszkę. Do zaplanowanego w Wielką Sobotę starcia z Rowokołem, występującym w tamtej edycji jako gospodarz na stadionie w Gardnie Wielkiej emkaesiacy wyruszyli z bagażem czterech potyczek z rzędu bez zwycięstwa. Niestety, tę złą passę przedłużyliśmy, po słabym w wykonaniu czerwono-niebieskich meczu. Zanim w 28 min. miejscowi strzelili na 1:0 w obozie debrzeńskim zrobiło się bardzo nerwowo za sprawą "enfant terrible" drużyny, czyli Piotra Binkiewicza, który szybko zarobił żółty kartonik i swoim nieobliczalnym zachowaniem usilnie pracował na następny. Grający szkoleniowiec MKS-u Mirosław Kisełyczka zareagował błyskawicznie i "Bintka" zastąpił już w 22 min. Sebastian Grabka... Gdy w 48 min. Rowokół dołożył drugie trafienie było w zasadzie "po herbacie", gdyż mizernie tego dnia usposobieni nasi piłkarze nie byli w stanie niczym konkretnym odpowiedzieć. Na dokładkę Daniel Janusz w 90 min. trzeci raz sięgnął po piłkę do siatki i w długą podróż do domu udawaliśmy się w kiepskich humorach, a wielkanocne jajeczko nie smakowało najlepiej...

20 kwietnia 2005 r. Czarni Czarne- MKS 3:3 (1:1); (klasa okręgowa)

Derby debrzeńsko-czarneńskie rozpalały wyobraźnię kibiców, rywalizacja tych klubów od czasu wyścigu o okręgówkę w kampanii 1994/95 miała swój specyficzny smaczek i nie inaczej było 10 lat później. Gospodarze starali się o IV ligę (ostatecznie przegrali walkę o mistrzostwo klasy okręgowej z Bytovią Bytów, a później po dwóch remisach z Jantarem Ustka nie uzyskali promocji w barażach) i wkalkulowali w swoje rachuby pewne trzy oczka z MKS-em. Warto nadmienić, iż wg terminarza to spotkanie miało się odbyć 3 kwietnia, lecz zostało przełożone na skutek wprowadzonej w kraju żałoby narodowej spowodowanej śmiercią Papieża Jana Pawła II. Konfrontacja lokalnych przeciwników była świetnym widowiskiem. Znakomicie usposobiony tego dnia Leszek Beger dał nam gola na 1:0 szybko, bo w 6. minucie. Co istotne, zrobił to... brzuchem (!) po dośrodkowaniu z wolnego Kisełyczki. Potem do głosu doszli Czarni i przed upływem trzydziestu minut wyrównał Rafał Rolniczak, a w 50 min. na Daniela Janusza znalazł sposób Piotr "Zyzio" Nowicki, wówczas snajper numer 1 ligi. Wydawało się, iż faworyci mają mecz pod kontrolą, jednak nic bardziej mylnego. W 55 i 59 min. dwukrotnie "ukłuł" MKS za przyczyną Begera i Pawła Wegnera! W obydwu przypadkach swoich kompanów z zespołu idealnymi podaniami obsłużył Ireneusz "Łapka" Nowak. Niestety, od 65. minuty debrznianie grali w osłabieniu po drugiej żółtej kartce ustawionego wyjątkowo na prawej flance defensywy Radosława Wójtowicza. Im bliżej końca zawodów tym bardziej zaciekłe ataki podejmowali Czarni, którym w niektórych sytuacjach pomagał arbiter, dyktując dyskusyjne rzuty wolne, wskazując na rzut rożny, gdy należało pokazać aut bramkowy itd. W 90 min. miejscowi dopięli swego po główce Pawła Wnuka-Lipińskiego i na nic zdały się protesty futbolistów znad Debrzynki, twierdzących, że Janusz był faulowany. Tak czy siak MKS zasłużył na słowa uznania za charakter pokazany w tym spotkaniu. Remis był dobrym, wartościowym wynikiem, chociaż zważywszy na okoliczności pozostał niedosyt...

2010...

Cóż, gdy rano w sobotę 10 kwietnia nadeszły tragiczne wieści o katastrofie samolotu prezydenckiego w Smoleńsku było oczywiste, że w Polsce będzie wprowadzona żałoba narodowa i wszelkie imprezy bezzwłocznie zostaną odwołane. Tak się stało i spotkanie inaugurujące rundę wiosenną w klasie A z Sokołem w Wyczechach związek natychmiast przełożył. Podobnie potraktowano następny weekend, w którym 18 kwietnia debrznianie mieli zagrać u siebie z Lipniczanką Lipnica. W jakim stylu emkaesiacy wrócili później na boisko napiszemy za tydzień...

18 kwietnia 2015 r. MKS- Sparta Sycewice 3:1 (2:0); (klasa okręgowa)

Podopieczni Pawła Władyczaka byli dużo wyżej notowani w tabeli i to oni uchodzili za faworytów tej konfrontacji. Z tej roli wywiązali się nienagannie. Wynik otworzył Szymon Malmon w 10 min., co było efektem sporej dominacji gospodarzy. Jeszcze przed przerwą na 2:0 wcelował Paweł Wegner, a pięć minut po zmianie stron również "Diabeł" zdobył trzecią bramkę. Specyficznego hat tricka, bo złożonego z asyst skompletował Sebastian Stalka i wydawało się, że jest po wrażeniach, a komplet oczek zostanie nad Debrzynką. Nawet gol Patryka Nitsche z 61 min. nie zachwiał tego przekonania, ale wkrótce miało się okazać, że kibiców MKS-u czeka spora dawka nerwów. Oto w 70 min. straciliśmy po dwóch "żółtkach" Krystiana Ryhanycza (młody obrońca wcześniej dwukrotnie ratował zespół wybijając futbolówkę sprzed linii bramkowej), z kolei w 74 min, do szatni udał się z tego samego powodu Stalka. Mądrze grający debrznianie dowieźli mimo to korzystny rezultat do końca i zaksięgowaliśmy cenne trzy punkciki...

::  Copyright © 2003-2021 MKS Debrzno  ::  Web design by Robert Białek  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone  ::