AKTUALNOŚCI
RETRO MKS, czyli to było grane 25, 20, 15, 10 i 5 lat temu... (odcinek III)02.05.2020r.
W trzecim wydaniu "serialu" opowiadającego o dawnych meczach czerwono-niebieskich wracamy do gier rozgrywanych na przełomie kwietnia i maja. Gdyby zliczyć wszystkie oficjalne potyczki ekipy seniorów, które odbyły się w Święto Pracy, Dniu Flagi (oficjalnie wprowadzone dopiero w 2004 roku) oraz w Święto Narodowe Trzeciego Maja okaże się, że było ich dokładnie 25. Pierwszego dnia maja wychodziliśmy na boisko 11 razy, 2 maja tylko dwa razy, a 3 maja 12-krotnie. To tytułem ciekawostki, a teraz przenieśmy się w przeszłość i spójrzmy jak radził sobie MKS.

30 kwietnia 1995 r. MKS- Unia Kamnica 4:0 (2:0); (klasa A)

Po ubiegłotygodniowej, bezproblemowej wygranej z Myśliwcem w Tuchomiu trzecim rywalem zespołu Zbigniewa Sadowskiego w trakcie II rundy była Unia Kamnica, czyli jedna z najsłabszych drużyn rozgrywek. Debrznianie jesienią zwyciężyli tego przeciwnika na wyjeździe aż 9:1, choć trzeba od razu dodać, że to gospodarze jako pierwsi zdobyli gola... Rozjuszyli tym faktem jedynie emkaesiaków, którzy bezlitośnie obnażyli wszystkie braki w obronie miejscowych, urządzając sobie prawdziwy festiwal strzelecki! Rewanż był... nudny. MKS wprawdzie nie zaimponował dyspozycją (bo tak po prawdzie nie musiał), ale mimo to odniósł wyraźną wiktorię 4:0. Do przerwy dwukrotnie trafił do siatki Arkadiusz Lewenko, po zmianie stron swoje gole dołożyli Eugeniusz Twaróg i minutę przed końcowym gwizdkiem Sylwester Nylec. Komplet punktów pozostał nad Debrzynką po spotkaniu raczej z tych, które nie zapadły na długo w pamięci sympatyków futbolu w Grodzie Dzika...

3 maja 2000 r. Brda Przechlewo- MKS 2:1 (0:0); (klasa okręgowa)

Dobre, zacięte derby powiatu z Brdą, z którą zawsze bardzo trudno grało nam się na jej stadionie. Tym razem jednak czerwono-niebiescy byli bliscy wywalczenia jednego oczka. Do przerwy absolutnie równa gra i bezbramkowy rezultat, dopiero w II części piłkarze uraczyli licznych kibiców golami. W 48 min. gospodarze wyszli na prowadzenie, ale zdołaliśmy dość szybko, bo po ośmiu minutach ripostować ładnym strzałem Sylwestra Nylca i było 1:1. MKS rozgrywał naprawdę solidne zawody i znajdował się o kroczek od podziału punktów, co byłoby wartościowym osiągnięciem zważywszy na to, iż przechlewianie to zespół wyżej notowany w tabeli edycji 1999/2000. W 89 min. jeden z nielicznych błędów naszej defensywy wykorzystał Marcin Maszczak i strzelił bezcennego gola dla swojej ekipy. Żal było tego meczu, ale należało o nim szybko zapomnieć, bo cztery dni później przyjeżdżał do Debrzna Piast Człuchów, a zatem następny derbowy przeciwnik i jednocześnie główny kandydat do awansu do IV ligi...

30 kwietnia 2005 r. MKS- Koral Dębnica 1:2 (1:0); (klasa okręgowa)

Od pięciu lat w krajobrazie lokalnej piłki nożnej nie ma już klubu z małej miejscowości pod Człuchowem, a przecież w swojej krótkiej historii zdołał wspiąć się na szczebel trzecioligowy (trzy sezony w okresie 2011-2014). My opisujemy derby w edycji, w której dębniczanie byli beniaminkiem klasy okręgowej. Jesienią zespół złożony w dużej mierze z byłych futbolistów Piasta wygrał z MKS-em 2:0, nic zatem dziwnego, że pałaliśmy żądzą rewanżu. Spotkanie na Stadionie Miejskim było brzydkim widowiskiem, pełnym fauli, bardzo twardej gry i... sędziowskich pomyłek. Arbiter Kazimierz Zabrocki nie miał najlepszego dnia (delikatnie rzecz określając), ale też niezbyt roztropnie zachowała się osoba odpowiedzialna za obsady, delegując na konfrontację lokalnych rywali sędziego... debiutującego na środku na tym poziomie rywalizacji. W 33 min. radość wśród debrzeńskich fanów. Krzyżowym podaniem popisał się Paweł Władyczak, piłkę przepuścił Leszek Beger, dotarła do Ireneusza Nowaka, "Łapka" zwiódł obrońcę i precyzyjnym uderzeniem przy słupku pokonał Piotra Kaszubę. 1:0 i tak zostało do przerwy. W drugich 45 minutach było z naszej perspektywy tylko gorzej. Przede wszystkim w 48 min. po wrzutce z kornera nieobstawiony Mariusz Łangowski głową zmusił do kapitulacji Daniela Janusza, Na domiar złego coraz częściej dyskutowaliśmy z arbitrem, a nerwy były złym doradcą. W 62 min, drugą żółtą kartkę otrzymał snajper numer 1 drużyny Mirosława Kisełyczki, a więc Andrzej Koroś. To premierowe wykluczenie tego zawodnika w długiej historii gry w klubie znad Debrzynki i... jedyne. Za to brzemienne w skutkach, bo dość wyjątkowo operujący w tych zawodach w linii pomocy "Korek" mocno osłabił zespół, co wartko znalazło odzwierciedlenie w wyniku. Oto w 67 min doświadczony Łangowski dał drugiego gola Koralowi i ostateczne zwycięstwo, bo rozeźleni i grający w dziesiątkę debrznianie nie byli w stanie zareagować. 1:2...

1 maja 2010 r. Garbarnia Kępice- MKS 3:1 (1:0); (klasa A)

Dwie wygrane wiosną, która zaczęła się z opisywanych już przez nas przyczyn z dużym opóźnieniem, zaostrzyły apetyty sympatyków MKS-u. Wyprawa do Kępic nie zapowiadała się na łatwą, bowiem Garbarnia również liczyła się w wyścigu po premiowaną awansem do okręgówki co najmniej drugą pozycję. W pierwszej odsłonie obydwa zespoły skupiły się na zażartej walce w środku pola, z małą liczbą podbramkowych spięć. Z naszej strony najlepszą stworzyli Paweł Władyczak i Kamil Sieg, lecz ten drugi minimalnie chybił z ostrego kąta. Niestety, w 36 min. Radosław Gamalczyk na szybkości wyprzedził Andrzeja Wałaszewskiego i wygrał pojedynek z Krystianem Paciorkiem. Do przerwy zatem 1:0 dla miejscowych. W drugiej połowie trener Mirosław Kisełyczka za wszelką cenę próbował odwrócić losy potyczki, wpuszczając w kilkuminutowych odstępach czasowych ofensywnie usposobionych Patryka Klejdysza, Wojciecha Cabaja, Damiana Litwiniuka i Bartłomieja Janiaka. Na niewiele jednak to się zdało, bo więcej szczęścia w akcjach zaczepnych mieli "garbarze", którzy w 59 i 69 min. dwukrotnie umieścili "gałę" w celu. Jeszcze walczyliśmy i chwilę potem, w 70. minucie na listę strzelców wpisał się Litwiniuk. Ponieważ niejako przy okazji wdał się w przepychankę z jednym z defensorów, chcąc jak najprędzej doprowadzić do wznowienia gry ze środka, ujrzał żółtą kartkę, czwartą w kampanii 2009/2010, co skutkowało pauzą w następnym spotkaniu. MKS przycisnął, mieliśmy rzuty rożne, rzuty wolne, ale bezowocne były starania drużyny o poprawę wyniku. Porażka stała się faktem, ale... dramatu nie było, bo w trzech wyjazdowych mistrzowskich meczach z rzędu i tak dorobek (sześć oczek) był satysfakcjonujący...

1 maja 2015 r. MKS- Czarni Czarne 1:3 (0:0); (klasa okręgowa)

W tamtym sezonie mieliśmy dużo lepszą drużynę niż "odwieczni" rywale z Czarnego, o czym najlepiej zaświadczyła końcowa klasyfikacja (nasza czwarta lokata wobec dziesiątej Czarnych), jednak mimo wygranej 4:2 jesienią nad Czernicą i dużych oczekiwań związanych z drugim meczem, kibice MKS-u przeżyli srogie rozczarowanie. Graliśmy źle, nieskładnie, nerwowo, ale do 56. minuty było 0:0 i żadna ze stron nie mogła myśleć, że jest bliższa zwycięstwa. Wszystko odmieniła akcja Pawła Wnuka-Lipińskiego, który w środku pola poradził sobie z Pawłem Władyczakiem i Tomaszem Łukaszukiem, wypuścił w bój Macieja Jaroszyńskiego, a napastnik Czarnych był szybszy od Łukasza Wieczorka i wkrótce znalazł sposób na Sławomira Słonkę. Jaroszyński był główną postacią Czarnych także w końcówce, bo chaotycznie grający MKS nadział się na dwie kontry w 86 i 87 min., po których Wojciech Wrona i Szymon Szczepanek, właśnie z podań tego zawodnika doprowadzili do stanu 0:3! Mecz był rozstrzygnięty, a niejako na pocieszenie pięknego gola w 90+4. minucie zdobył Paweł Wegner. Bramka była rzeczywiście przedniej urody, bo "Diabeł" przymierzył mocno pod poprzeczkę z dobrych 25 metrów. Uczynił to zresztą w dniu swoich 29. urodzin, ale wielkiej satysfakcji mu to nie przyniosło, bo przegraliśmy 1:3, po konfrontacji, w której emkaesiacy faulowali o zgrozo... trzy (sic!) razy. W derbach!

::  Copyright © 2003-2021 MKS Debrzno  ::  Web design by Robert Białek  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone  ::